Bezpośredni transfer przeżyć
Postanowienie z dnia dzisiejszego - znaleźć gdzieś w księgarni książkę "Po piśmie" Jacka Dukaja i przewertować ją przed zakupem.
Przeczytałam właśnie (dwa razy) rozmowę Jacka Dukaja (JD) i Łukasza Orbitowskiego (ŁO) z najnowszych "Książek" ("Czy to jest człowiek") i moim początkowym postanowieniem (po pierwszej lekturze) było - koniecznie muszę to kupić. Po drugim czytaniu pomyślałam już - nie ma głupich, pewnie zawarli w tej rozmowie najciekawsze wątki i nie ma po co kupować książki, bo w artykule jest cała esencja. Tylko wizyta w księgarni może rozsądzić moje wewnętrzne rozterki.
Wracając do sedna - bezpośredni transfer przeżyć - wg JD żyjemy w kulturze w której nie poszukujemy już środków wyrazu do przekazania innym ludziom w formie słowa pisanego lub namalowanego obrazu, naszych uczuć, wrażeń, przeżyć. Teraz oglądana przez nas cudza reakcja, cudze przeżycie sztuki/muzyki/czegokolwiek jest podmiotem zainteresowania masy.
Tutaj pojawiły się odwołania do relacji z youtuba, goggleboxa (wtf?) i gry Fortnite - w tym momencie się pogubiłam i poczułam staro choć ciągle mam "2" z przodu.
Czyli dążymy do kultury w której nie muszę już się silić na ubranie w słów tego co czuję? Wystarczy że pokażę obrazek, uronię łezkę - wrzucę to moje uronienie łzy nad obrazkiem do sieci i wszyscy moi znajomi mogą się poczuć tak jak ja? Trochę bzdura - krzyczy wewnętrzny głos - ale pewnie to tylko kompleks wielkości się burzy, że nieważny jest kontekst ani morze moich doświadczeń - każdy ludzik na ziemi może poczuć to co ja jeśli tylko zobaczy to co ja.
To nadmierne uproszczenie, wiem. Tutaj zaczyna się dyskusja nad tym co jest "prawdziwym" przeżyciem i czy wartość "prawdy" jest rzeczywiście tym co się najbardziej liczy w naszym świecie (vs siła danego przeżycia).
I przez te wszystkie dywagacje dochodzę do cały czas wałkowanego przeze mnie tematu na poniedziałkowych spotkaniach - czy liczy się obiektywna prawda, czy to co czuję ja.
Wszystkie siły na ziemi i w niebie krzyczą do mnie: liczy się to co czujesz ty. Na chuj ci obiektywna prawda. Taka prawda nie istnieje. A ja głupia, zamiast wrzucić na luz i oddać się mojemu wewnętrznemu transferowi przeżyć, próbuję szukać prawdy w świecie. Próbuję szukać "prawdziwej", obiektywnej mnie.
"Ja" siedzę tutaj. Żadnej innej mnie nie ma. Może tylko maski, ale jak tu inaczej przeżyć w tym świecie bez kolekcji masek? ;-)
Przeczytałam właśnie (dwa razy) rozmowę Jacka Dukaja (JD) i Łukasza Orbitowskiego (ŁO) z najnowszych "Książek" ("Czy to jest człowiek") i moim początkowym postanowieniem (po pierwszej lekturze) było - koniecznie muszę to kupić. Po drugim czytaniu pomyślałam już - nie ma głupich, pewnie zawarli w tej rozmowie najciekawsze wątki i nie ma po co kupować książki, bo w artykule jest cała esencja. Tylko wizyta w księgarni może rozsądzić moje wewnętrzne rozterki.
Wracając do sedna - bezpośredni transfer przeżyć - wg JD żyjemy w kulturze w której nie poszukujemy już środków wyrazu do przekazania innym ludziom w formie słowa pisanego lub namalowanego obrazu, naszych uczuć, wrażeń, przeżyć. Teraz oglądana przez nas cudza reakcja, cudze przeżycie sztuki/muzyki/czegokolwiek jest podmiotem zainteresowania masy.
Tutaj pojawiły się odwołania do relacji z youtuba, goggleboxa (wtf?) i gry Fortnite - w tym momencie się pogubiłam i poczułam staro choć ciągle mam "2" z przodu.
Czyli dążymy do kultury w której nie muszę już się silić na ubranie w słów tego co czuję? Wystarczy że pokażę obrazek, uronię łezkę - wrzucę to moje uronienie łzy nad obrazkiem do sieci i wszyscy moi znajomi mogą się poczuć tak jak ja? Trochę bzdura - krzyczy wewnętrzny głos - ale pewnie to tylko kompleks wielkości się burzy, że nieważny jest kontekst ani morze moich doświadczeń - każdy ludzik na ziemi może poczuć to co ja jeśli tylko zobaczy to co ja.
To nadmierne uproszczenie, wiem. Tutaj zaczyna się dyskusja nad tym co jest "prawdziwym" przeżyciem i czy wartość "prawdy" jest rzeczywiście tym co się najbardziej liczy w naszym świecie (vs siła danego przeżycia).
I przez te wszystkie dywagacje dochodzę do cały czas wałkowanego przeze mnie tematu na poniedziałkowych spotkaniach - czy liczy się obiektywna prawda, czy to co czuję ja.
Wszystkie siły na ziemi i w niebie krzyczą do mnie: liczy się to co czujesz ty. Na chuj ci obiektywna prawda. Taka prawda nie istnieje. A ja głupia, zamiast wrzucić na luz i oddać się mojemu wewnętrznemu transferowi przeżyć, próbuję szukać prawdy w świecie. Próbuję szukać "prawdziwej", obiektywnej mnie.
"Ja" siedzę tutaj. Żadnej innej mnie nie ma. Może tylko maski, ale jak tu inaczej przeżyć w tym świecie bez kolekcji masek? ;-)
Komentarze
Prześlij komentarz